♥

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdz. III, cz. 2

Postanowiłam wznowić bloga! Miłego czytania!

***
Hermiona pomyślała, że mogłaby patrzeć się na to do końca życia. Stała tak wgapiając się w ścianę, gdy nagle usłyszała walenie do drzwi.
-Kto tam? - krzyknęła trzęsącym się głosem.
-Błagam! Błagam, otwierać!! - odpowiedział jej bardzo znajomy głos. Z wahaniem podeszła do drzwi, a jej oczom ukazali się George, Harry i pani Weasley. Byli strasznie brudni i pokiereszowani. Molly miała na policzkach stróżki łez. Hermiona spojrzała w jej zmęczone oczy i pobiegła ją uścisnąć. Potem przytuliła Harry'ego i George'a. Nagle drzwi się otworzyły a do korytarza wszedł Fred.
-O Boże! Mama! Harry! GEORGE! - wrzasnął. Jego oczy zaszkliły się łzami. - Ginny! Ginevra! Natychmiast tu chodź!
-O matko! - szepnęła Ginny, gdy zobaczyła nowo przybyłych, a potem się rozpłakała. Podczas kiedy reszta się witała, Hermiona zaparzyła herbatę. Nie wiedzieć czemu, bardzo bolało ją to, że nie zobaczyła w drzwiach Rona. "Przecież masz Freda! Będziecie mieli dziecko!", karciła się w myślach. Ale cały czas miała świadomość, że nadal, choć trochę kocha Rona. Był jej pierwszą wielką miłością, możliwe, że z przerwami na uczucia Malfoy'a, ale był.
-Herbata gotowa... - Hermiona zdała sobie sprawę, że szepcze, więc powtórzyła zdanie głośniej. Gdy wszyscy usiedli przy stole, zaczęły się rozmowy.
-Mamo! Jak to się stało, że żyjecie? - spytała Ginny.
-Zaraz po tym, jak wy wyskoczyliście, zdałam sobie sprawę, jak sytuacja jest poważna. Musiałam działać szybko, więc chwyciłam najbliższe osoby i wyskoczyłam. Jednak byliśmy już za daleko, żeby was znaleźć. Autokar strasznie pędził - powiedziała pani Weasley.
-W takim razie Ron... i tata... - szepnął Fred.
-Przykro mi - powiedziała Molly. Hermiona uścisnęła pod stołem rękę chłopaka. Żadne z przybyłych nie wiedziało o ich związku.
-Wiedzieliśmy, że będziecie tutaj. Teleportacja łączna nie wchodziła w grę, ale na szczęście znaleźliśmy hotel, w którym pracuje Mel. Pożyczyła nam miotły.
-Zaraz. My też tam byliśmy... - zauważyła Hermiona z kwaśną miną.
-Musieliśmy się minąć... Melody nic o was nie wspominała. Mówiła co prawda, że byli tam czarodzieje, jeden mężczyzna i dwie kobiety, z czego jedna w ciąży. Powiedziała, że facet wyglądał jak Weasley, ba, że nawet przywitał się z nią, ale czy to byłeś ty, tego nie była pewna. Ale znasz Melody... Jest taka zakręcona! - uśmiechnął się George.
-Poza tym wspomniała coś o ciąży... - powiedziała pani Weasley, a potem badawczo przyjrzała się córce i jej przyjaciółce. Hermiona zbladła, mruknęła coś o toalecie i wyszła.
Gdy weszła do małego pomieszczenia poczuła smród stęchlizny. "Cóż, raz się żyje", westchnęła i usiadła na łazienkowych kafelkach po czym zalała się niekontrolowanym płaczem. Wiedziała, że albo powie pani Weasley o ciąży albo będzie zmuszona dokonać zabójstwa nienarodzonego dziecka. Bała się reakcji kobiety. A co, jeśli się na nią wścieknie? Fred też ucierpi. Ale przecież tajemnice ciążą na ludziach i nie dają im spać. Lepiej być otwartą księgą. Uspokoiła się trochę i wstała. Przejrzała się w popękanym lustrze, nie wyglądała najgorzej. Już miała wychodzić, ale do łazienki wszedł brązowooki rudzielec. 
-Fred, musimy jej powiedzieć - szepnęła.
-Nie... - oburzył się bliźniak.
-Nie możemy jej okłamywać! Harry'ego i George'a też! Ktoś kiedyś powiedział, że tajemnice są cięższe niż góry. I ten ktoś miał rację. W końcu będzie po mnie widać, że coś się dzieje! A gdy urodzę to co, wyrzekniesz się ojcostwa, żeby twoja mama nigdy nie dowiedziała się o naszym związku!? Czy może się mnie wstydzisz!?
-A może to ty się obawiasz, że jestem taki puszczalski, że jak nikt się nie dowie o naszym związku, to nie będzie mnie miał kto przypilnować i pójdę do łóżka z pierwszą lepszą?! Wiesz co, żałuję, że się z tobą przespałem! Mogłem tyle nie pić! Wtedy nie byłoby tyle hecy o jakiegoś bachora!
-Jak możesz... - szepnęła dziewczyna - Co ty sobie do cholery myślisz? Mówiłeś, że mnie kochasz! CIESZYŁEŚ się z dziecka! Liczyłam na to, że z tą odmianą dorośniesz, ale chyba się przeliczyłam. Nie masz w sobie za grosz taktu i rozumu! Wyjdź stąd! Nie mam ochoty cię oglądać. 
-Żegnam - oświadczył chłodno Fred i wyszedł. Hermiona patrzyła na niego twardo, ale gdy drzwi się zamknęły znów wybuchnęła płaczem.
***
To by było na tyle! Jeśli ktoś to czyta, to proszę o komentarze, one motywują! ♥


5 komentarzy:

  1. Boże jakie to smutne. Ty wredna psujo jak mogłaś!
    Ty..ty!
    Wydłubie ci oczy, potnę na kawałki.spalę,znowu potne, wrzucę do worka i wrzucę pod kosiarkę!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha i to "Pozdrawiam :)" na końcu XD
      Rozwalasz!

      Usuń
    2. Psychopata nam tu rośnie..

      Usuń
  2. Ooooo.... jakie to smutne.... :/ Ejj... ale mam nadzieję, że się zejdą na koniec.... !??!!!? O.o :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj dowiedziałam się o twoim blogu! Przeczytanie go zajęło mi piętnaście minut i nie uważam ich za stracone. Wręcz przeciwnie od razu się zakochałam w tym blogu. Dodatkowo nominuje Cię do Liberser Blog Award szczegóły na: http://wspomnienia-bellatrix.blogspot.com/
    Pozdrowinka Tonks <3

    OdpowiedzUsuń